czwartek, 11 sierpnia 2011

Dlaczego nie obejrzałem meczu z Gruzją?

Oczywiście ironicznie mówiłem sobie: "I tak przegramy". Chociaż mimo, że tak sobie mówiłem, to jestem zawsze za Polakami, zawsze i wszędzie, chcę czuć tą dumę narodową, lub też łączyć się w bólu z innymi kibicami po porażce z San Marino. Dla dobra polskiej piłki nawet kibicuję nielubianej Legii w pucharach. Ale tu nie chodzi o to, że poziom niski spotkania (tym bardziej, że mecz był to towarzyski). Chodzi o komentatora wczorajszego spotkania. Maciej Iwański, bo tak brzmi jego imię i nazwisko. Niby się czepiam, ale po prostu nie pasi mi głos tego gościa (co prawda sam pewno brzmiałbym gorzej). No i to też jego pseudo-znawstwo. I to jego podniecanie i takie jakby filozofowanie-sranie w banię. Że niby się zna, ale jednak nie. To już wolę wypalającego się Szpakowskiego. Przynajmniej sentyment jest...

wtorek, 9 sierpnia 2011

Główne grzechy trybu menadżerskiego w Fifie 11

W październiku zeszłego roku do sprzedaży trafiła Fifa 11. O ile dla posiadaczy X360 i PS3 nie było to nic nadzwyczajnego, to dla pecetowców była to rewolucja. Po raz pierwszy Fifa na PC miała mieć jakość konsolowych wersji. I o ile rozgrywka jest niczego sobie (ah, te klepki), to w trybie menadżerskim po kilku sezonach (lub w ogóle na początku) zaczyna się coś chrzanić. Oto przedstawiam głupie błędy trybu menadżerskiego Fifa 11

czwartek, 28 lipca 2011

Szczęsny numer 1. Szkoda Fabiana

Już niedługo zaczną się pierwsze kolejki najsilniejszych europejskich lig. Ja chciałbym się skupić na chwilę na Premier League i Arsenalu oraz na ich bramkarzach. Kanonierzy posiadają 4 golkiperów w podstawowym składzie. Są to Wojtek Szczęsny, Łukasz Fabiański, Manuel Almunia i jedyny makaroniarz w Arsenalu - Vito Mannone. O ile przez chwilę rundy jesiennej zeszłego sezonu bronił Hiszpan, to przez kontuzję wygryzł go Fabian. Nasz rodak miał nieudaną rundę wiosenną w jeszcze wcześniejszym sezonie. Fatalne błędy w meczu z Porto czy Stoke sprawiły, że mówiono o nim Flappyhandsky. No ale Łukasz wyskoczył z formą i bronił wręcz fantastycznie w rozgrywkach ligowych i Lidze Mistrzów. No ale los chciał, że jego kontuzję barku spowodował Wojtek Szczęsny. Gdy usłyszałem tą nowinę w głowie stworzyła mi się animacja, jak Szczęsny wali bombę taką, że Łukasz nawet nie zareagował i piłka trafiła go w brak. Ten w efekcie złości ganiał po boisku Wojtka i przeklinał po polsku a Wenger i jego asystent się przyglądali zdziwieni. No ale to prędzej wina Fabiana, że się źle rzucił. I tak Szczęsny wskoczył do długo oczekiwanej przez niego pierwszej jedenastki. Debiut w PL zanotował przeciwko Man United. No i przez te pół roku wyrobił sobie markę. Jeszcze nieszczęsna kontuzja palca w meczu rewanżowym z Barceloną (ani słowa o tym meczu) troszkę go zahamowała, ale teraz jest już dobrze.


Jeżeli jest dobrze, to czemu o tym piszę? Bo szkoda mi Łukasza. Chłopak w końcu został doceniony i był golkiperem numer jeden. Wspaniałe interwencje i już nie było Flappyhandskiego. No ale gdyby to Fabian bronił to szkoda by mi było Szczęsnego. Bo on młody, perspektywiczny. Jednak mimo wszystko. Nie lubię, jak Polacy w dobrym klubie grzeją ławę. A tym bardziej, jeśli muszą walczyć ze sobą o pierwszy skład. Obaj są dobrymi bramkarzami. Ale jestem pewien, że Wenger ma większe plany do Szczęsnego aniżeli do Fabiańskiego. W Fifie takie sytuacje rozwiązuję w dosyć nietypowy sposób, bo jak mam dwóch-trzech dobrych, młodych zawodników na tej samej pozycji to któregoś z nich sprzedaję. Nie, że nie chcę go w klubie. Po prostu żal mi jest hamować jego karierę. Nie chcę, żeby grzał ławę.


No ale wniosek jest taki: Wojtek numer jeden, Fabian numer dwa, Almunia out a Mannone rezerwy. Chociaż kto wie, co strzeli do głowy Arsene'owi i nie będzie na przemian wystawiał swych golkiperów. Może będziemy świadkami pasjonującej walki o pierwszy skład pomiędzy dwoma Polskimi bramkarzami? :)

poniedziałek, 25 lipca 2011

Kupa Hameryka, czyli jak mecz Urugwaj - Paragwaj trafił do moich najlepszych meczy.

Niedziela, 24 lipca. Godzina 21:18. Rozmawiam z kumplem na GG, ten nagle kończy, mówiąc, że idzie na mecz. Ja zdziwiony pytam - "jaki?", - "Urugwaj - Paragwaj...". Byłem całkowicie pewien, że finał odbędzie się gdzieś o 2 w nocy, wtedy bym nie wstał. Zresztą jakoś bokiem przeszedł mi ten turniej, nie oglądałem meczów nawet o normalnej porze. Ale mniejsza z tym. Popędziłem czym prędzej do pokoju z TV i włączyłem meczyk. Było już 1:0 dla Urugwaju. Nie będzie szczegółowej analizy tego meczu, ponieważ mam zamiar co innego tutaj popisać, a mianowicie o najlepszych meczach, które w swoim krótkim życiu widziałem. Bez rankingów, żeby było sprawiedliwiej.

sobota, 23 lipca 2011

W tym roku musi się udać!

No i Wisełka przeszła przez jakże trudny dwumecz. Jak zwykle miałem obawy, że jednak odpadniemy, że będzie wstyd już totalny (bo, znowu cytując Zczuba.pl, nie będzie wymówki, że nie ma już słabych w futbolu, bo my nimi jesteśmy). O ile w pierwszej połowie Wisła biła głową o mur, to w drugiej dzięki przebudzeniu Małeckiego trafiła 2 razy do bramki. Skonto nie istniało przez cały mecz, lecz bardziej w tej drugiej połowie. Podczas i rewanżowego meczu naszła mnie znowu ciekawa refleksja, opierana na artykule o wyższości MŚ od Ligi Mistrzów. Mianowicie - co, jeśli lepsza Wisła stwarzałaby N znakomitych okazji a żadnej nie wykorzystała, a Skonto "walło" by sobie dwie bramki niczego. Przypadkowy rzut rożny czy też pierwszy strzał na bramkę w 73 minucie, gdzie bramkarz nie był przygotowany. Po meczu opieprz. Że rywal słabszy, że powinno być 5:0 dla mnie. No ale co, jak Skonto postawiło "Inter w meczu z Barceloną", a ich bramki były czystym przypadkiem? Tak jak Grecja, która zdobyła ME w 2004. Wyniki po 1:0 po wrzutkach na łeb Charisteasa - "może wejdzie, jak nie, spróbujemy za chwilę". Znalazłyby się jeszcze jakieś drużyny. No i co, Wisła byłaby taka zła, że odpadła z anonimowym rywalem? Nie.
Śląsk też awansował. Po wygranym 1:0 we Wrocławiu przegrali 3:2 w Szkocji, lecz to dało awans. Obu meczy nie widziałem, jednak z tego co wiem i czytałem Wrocławianie zagrali świetnie. I tak trzymać. Jest jeszcze kwestia Legii, która gra za 5 dni z Gaziantepsporem - zespołem z Turcji, o którym nie słyszeliśmy a od którego możemy dostać baty. Chociaż Turcja to już nie jest piłkarski "Kopciuszek", więc wstydu nie będzie.

Zanim zakończę, chciałem poruszyć jeszcze kwestię tego, że nie ma już w Internecie wiarygodnych źródeł sportowych. Głupie, prowokujące nagłówki: "Arsenal odrzucił gigantyczną ofertę od Barcelony" onet.pl o 30-milionowej ofercie za Fabregasa. Gigantyczna oferta to 50 milionów wzwyż; "Piłkarze Realu potrącili kibica i nawet nie przeprosili!" eurosport.pl o kibicu, który sam wepchnął się pod wózek golfowy, a żaden z piłkarzy nie prowadził. I nie usprawiedliwia opis, że "nazwę należy przyjąć z dystansem". W komentarzach zawrzało. Miałem kiedyś do tej strony szacunek, bo byli rzetelni i "prawdomówni". No cóż. O WP nie wspomnę, co prawda nie czytuję, ale to jest taki internetowy Fakt.

Dobra, koniec fanaberii o mediach. Niech Liteks, CSKA Sofia i Gaziantepspor się boją, bo tym razem nie tylko jeden polski klub wystąpi w europejskich pucharach! :)