piątek, 9 grudnia 2011

Jaja po Nikozyjsko-Manchestersku

Po dość długim czasie, znalazłem motywację, by napisać coś nowego na bloga, którego jestem tzw. "współautorem". Postanowiłem napisać małe podsumowanie fazy grupowej piłkarskiej Ligi Mistrzów, w której już tradycyjnie zabrakło klubu z naszego kraju, zwanego potocznie "Zieloną Wyspą".
Jak pewnie tytuł wskazuje, skrobnę coś o największych sensacjach grupówki, a ich nie brakowało. Rozpocznę od klubu, który od początku był skazany na pożarcie w grupie G, czyli od APOELU Nikozja, notabene klubu odpowiedzialnego za odpadnięcie naszych ludzi z eliminacji do LM. Chyba każdy, spodziewał się tego, iż cypryjski klub dostanie solidny wpierdziel od każdego klubu z którym zagra, czyli Zenit St. Petersburg, FC Porto i Szachtar Donieck. W ogóle, patrząc na tą grupę, odnoszę wrażenie, iż awansowały z niej te kluby, które od początku powinny walczyć co najwyżej o Ligę Europejską.
We wspomnianej LE zagrają oba kluby z Manchesteru. I dam sobie paznokcie obciąć, że nikt nie spodziewał się, że Arsenal będzie jedynym klubem z Anglii, który awans wywalczy w przedostatniej kolejce (oprócz Olecznego, rzecz jasna :D). Najbardziej wg mnie zaskoczył brak awansu United, chociaż myślę, że jeszcze jedna porażka, jak ta z City ostatnimi czasy, to Sir Alex pójdzie po rozum do głowy, i poszuka na rynku transferowym jakiegoś rozgrywającego z prawdziwego zdarzenia. Brak City w fazie pucharowej zaskakuje trochę mniej, gdyż to debiut "Obywateli" w tych elitarnych rozgrywkach, a brak doświadczenia dał im się z lekka we znaki. A poza tym, ich wylot pokazuje najlepiej, że pieniądze nie są w futbolu najważniejsze.
Ostatni "szoczek" po fazie grupowej, to wysoka wygrana Lyonu. Osobiście myślałem, iż skończy się u nich jak z Borussią, ale nie wiadomo, czy to udana motywacja trenera, czy koperta dla graczy Dynama Zagrzeb pomogła zdobyć graczom z Francji bardzo potrzebne im do awansu 7 bramek.
Teraz pozostaje tylko czekać na losowanie fazy pucharowej. Najbardziej kluby, które zajęły pierwsze miejsca w fazie grupowej chciałyby trafić na FC Basel i CSKA, najmniej na AC Milan i Napoli. Osobiście chciałbym, by Napoli doszło w tym sezonie jak najwyżej w LM. Mają fajną ekipę, a ofensywne trio Hamsik, Cavani i Lavezzi jest w stanie obrócić w pył defensywę każdego klubu świata.

poniedziałek, 5 grudnia 2011

"Lech, Czech, Rus i Zeus"


Jakże się martwiłem, że trafimy na kogoś mocnego. Ale też i z drugiej strony żałuję, że nie mamy w grupie takich Niemców czy Anglików lub Portugalczyków, by pokazać, że umiemy grać. No bo co jak co, ale jednak mamy najlepszych kibiców na świecie i nasi zawodnicy z takim dopingiem by grali nieziemsko. Czy też będą grać nieziemsko. No ale cóż, trafiła nam się świetna grupa z rywalami na poziomie. Tutaj już trzeba wywalczyć awans. Na swoim terenie, łatwa grupa. Nie ma wyjścia. Co innego, gdybyśmy grali z Hiszpanią, Anglią i Niemcami, co teoretycznie nie było możliwe. Nie będzie tłumaczeń, to będzie najtotalniejsze dno polskiej piłki. Czy dobrze by było? W pewnym stopniu owszem, ponieważ gorzej już nie będzie, a leśne dziadki z PZPNu albo się podadzą sami do dymisji, albo zostaną wyrzuceni siłą. Chociaż właśnie - szkoda zmarnować taką okazję na sukces polskiej piłki, której od bardzo dawna nie posmakowaliśmy (w moim krótkim życiu niestety nie widziałem naszych, jak odbierają brązowe medale w '74 i '82).

czwartek, 1 grudnia 2011

Losowanie. Kręcina. Legia i Wolski. Co się dzieje z Premier League? Fifa - gra ukochana i znienawidzona. Dlaczego Niemcy wygrają Euro?

Oj sporo czasu minęło, odkąd ostatni raz coś tutaj napisałem. Po prostu przyznam szczerze - straciłem zapał, nie chciało mi się. Te wakacyjne plany na "rozgospodarowanie" bloga runęły. Jednak teraz mam złamany obojczyk, uczyć się nie muszę (ani odrabiać lekcji), granie na komputerze jest cholernie niewygodne, w TV jak zwykle nuda, więc mam chyba sporo czasu. Dużo miałem pomysłów na teksty na blogu. To, co zapamiętałem znajdziecie w nazwie tematu. Może tak na wstępie zacznijmy od Fify.

Poniżej gdzieś jest wpis, gdzie opisuję pierwsze wrażenia z trybu menadżerskiego. Cóż, z biegiem czasu trochę zatracił on w moich oczach. Choćby to, że wygrywając z Kolonią ligę, puchar i Ligę Mistrzów, grając bodajże piąty sezon w tym klubie, po zakończeniu rozgrywek chciałem odejść do innego klubu już definitywnie. No i po raz kolejny otrzymałem oferty od takich klubów jak: Schalke, Sampdoria, Udinese, Newcastle czy Hoffenheim. Ta gra jest głupia, bo nie patrzy na to, co ja wyczyniam, tylko patrzy na początkowy stan drużyny. Co z tego, że zbudowana przeze mnie Kolonia ma 4,5 gwiazdek, mój menadżer sam ma ich 5, jak początkowo Kolonia miała chyba 3 gwiazdki... głupota totalna. Co mnie jeszcze denerwuje? Gra po kilku sezonach na ekranie głównym wywala czasami nie te obrazki do danej wiadomości (np. "United blablabla" a tam zdjęcie cieszących się graczy Liverpoolu). Chociaż w sumie każda Fifa u mnie po kilku sezonach dostaje pierdolca niezdrowego i zaczyna się wszystko pieprzyć. O tym, że przy doliczonym czasie, gdy ja jestem przy piłce sędzia natychmiastowo kończy spotkanie/połowę, a przeciwnik gdy posiada łaciatą, to mogą klepać w nieskończoność, dopóki ja nie zdobędę piłki. Spalone-widmo? Proszę bardzo. Brak spalonych? Oczywiście tylko na korzyść rywali. Chociaż zdarzyła się dosyć zabawna sytuacja, wczoraj właściwie. Superpuchar Europy, Kolonia - Lyon. 88 minuta, przy 1:0 dla mnie Lyon dostaje karnego. Strzela Kallstrom. Słupek. Biegnie dobić i sędzie odgwizduje nagle... rzut wolny. Oglądam 5 razy powtórkę i nic nie widzę. Nie widzę żadnego przewinienia. No ale co z tego, jak i tak straciłem bramkę za chwilę. Ale jednocześnie bez tej gry nie mogę się obyć. To jest ta miłość do piłki nożnej. Uwielbiam, gdy moi zawodnicy klepią piłkę (Murphy i El Kabir), robią rajdy skrzydłami (Rojas i Kupisz), czyszczą w obronie (Geromel, Wellinton, Anele i Elderson) czy też wspomagają defensywę (Yabo, Sobota) a także uwielbiam tych, którzy się szybko rozwijają (Flum, wspomniani Sobota i Yabo, Adamski, Horn, Kruse). Nie umiem żyć bez tej gry. I chociaż przeklinam ją na wszelkie możliwe sposoby to i tak nie przestanę w nią grać.


8:2, 1:6, 3:5. Co mówią te wyniki? Że Premier League zachowało pierwsze miejsce mojego prywatnego rankingu najlepszych lig świata. Chociaż Bundesliga, gdzie średnio co mecz padają 3 bramki, o mistrza walczy 10 drużyn (no co, Bayern, Borussia, Leverkusen, Hoffenheim, Schalke, Stuttgart, Wolfsburg, Werder, Mainz, Hamburg no i teraz Moenchengladbach) i w ogóle mecze wyglądają atrakcyjnie, to i tak jest w tyle. Nieznacznie, ale jednak. No bo tego właśnie Premie League było trzeba. Dużo goli, dużo emocji. United wygrali z Arsenalem 8:2. Potem przegrali z City 1:6, a Arsenal wygrał z Chelsea 5:3. Brakuje jeszcze, żeby ktoś wpieprz dał City. A ten wpieprz da Arsenal ;)


Dlaczego Niemcy wygrają Euro? Bo mają najszybciej rozwijającą się piłkę. A to dzięki rozwinięciu się właśnie Bundesligi. No bo popatrzmy na ich grę i kadrę. Muller, Goetze, Ozil, Schweinsteiger, Badstuber i tak dalej. Bardzo mocna ekipa, która pokazała Holandii, jak się gra (chociaż Holendrów mi szkoda). Nie lubię Niemców, jak praktycznie każdy Polak (nie będzie Niemiec pluł nam w twarz a tym bardziej strzelał goli), ale po prostu trzeba się pogodzić, że nasi sąsiedzi są na równi z Hiszpanią jeśli chodzi o grę w piłkę nożną. Pstryczkiem w nos będzie to, że na naszej i ukraińskiej ziemi zdobędą mistrzostwo. Chociaż wolałbym się mylić. Nie będę im kibicował. Tylko prorokuję.


Słów troszkę o Legii i jej odrodzeniu. Ten nagły wzrost formy dzięki młodym wychowankom wprowadzonym do pierwszej drużyny przez Skorżę. Żyro, Wolski i tak dalej. Wczoraj podczas meczu Legia - PSV ich gra bardzo mi się podobała. Smuda był na stadionie. Może powołanie?


A Kręciny nie ma! Tylko co dalej.

Jutro zatem losowanie fazy grupowej Euro. I kto by pomyślał, że te niecałe 5 lat temu były narzekania, że nie zdążymy, że brud, smród i ubóstwo. Że odbiorą prawa do organizacji. Gdzie ci sceptycy? No gdzie się pytam.

piątek, 14 października 2011

Słów parę o menadżerce w Fifie 12 i ogółem.

Na wstępie chciałem przeprosić tych, co bloga odwiedzają za posuchę tekstową, ale po prostu ani ja, ani Stefanek na bloga czasu nie mieliśmy przez szkołę/studia. No ale do rzeczy. Pod koniec września wyszła nowa edycja Fify. Gra ta wydana została na PC, konsole (w tym PS2!) i tak dalej. Króciutko o tym wszystkim. Więc PC, Xbox i PS3 mają nowy silnik, są podobne, bla, bla. Wersja na PSP to nic innego tylko nowe menu, silnik nadal stary, pecetowy. Na NDS, Wii i 3DS zapewne jest to samo. Największym zaskoczeniem jest dla mnie PS2, które jest jeszcze dobrze wspierane, mimo, że PS3 bije na głowę. Tam podobno jest też tak samo. No ale kto ma tę starszą konsolkę Sony ten się cieszy.

Pierwsze po uruchomieniu Fify wlazłem w Tryb menadżerski, żeby rozpocząć karierę. Głównie na tym się opieram i, co może być trochę dziwne, nie tykałem żadnych innych trybów. Poważnie! Jedyne co, to zmieniłem grę w obronie na starszy system, ponieważ ten nowy nie przypadł mi do gustu. Wniosek z rozgrywki jest taki - silnik daje radę, bardzo fajnie wyglądają te zderzenia. Jednak cała ta otoczka, czyli filmiki przed meczem, są na jeden raz, tak samo z powtórkami (gdzie nadal nie ma systemu ze starszych Fif , czyli dajemy każdą powtórkę, nawet sześciokilometrowego zeza. no i można w końcu zapisać na dysku). Piłkę topornie się rozgrywa, podaję sobie między napastnikami i próbuję indywidualnie wyjść sam na sam, moi piłkarze są głupi, widząc przed sobą rywala podają do niego, lub też w ogóle superniedokładnie. Sędziowie są ślepi na spalone rywali (u mnie zawsze jest spalony), widzą zagranie ręką tam, gdzie nie trzeba i ogółem ta gra, tak samo, jak 11, wystawia moje nerwy na wieeelką próbę. Sama menadżerka jest bardzo fajna. Wszystkie wady z zeszłego roku (a są one wypisane w jednym z poprzednich moich tekstów) są wyeliminowane. Jedyne, co spotkało mojego kolegę, to to, że zapłacił 30 milionów za Di Marię, który tak czy siak podpisał kontrakt z Chelsea. Kasa się nie zwróciła. Ten tryb jest bardzo wciągający, w niecały tydzień rozegrałem cały pierwszy sezon (drugie miejsce w lidze, mistrza straciłem w kuriozalnych okolicznościach. no i żeby nie było - gram na klasie światowej, po 4 minuty połowa. czy tam mecz), w drugim zdobyłem już majstra (czyli dzisiaj). System wyszukiwania juniorów trochę mi nie pasi, ponieważ za bardzo nie wiem, czy ci, którzy są gotowi do gry w seniorach, powinni być brani "hurtowo", czyli że mam nagle w seniorach 9 lewych pomocników. W przeciwnym razie junior odchodzi. Bardzo fajnym patentem jest sprawdzanie innych lig europejskich. Mogę obserwować mój Arsenal w PL. No i nie wiem, czy było to w zeszłym roku, ale drużyna zajmująca trzecie miejsce w grupie w Pucharze Mistrzów leci dalej w Eurolidze (Lidze Europejskiej inaczej). Jedyne, czego mi brakuje, to najlepszej jedenastki zeszłego sezonu. W zastępstwie mamy Menadżera roku (no ale kto go zdobył? oczywiście, że ja).

To chyba wszystko. Mam nadzieję, że jednak wszystkiego nie odkryłem.

PS: Zapomniałbym. Nie podpisujemy teraz kontraktu ze sponsorem.
PS2: Wieczorem prawdopodobnie pojawi się tekst o eliminacjach Euro.

piątek, 2 września 2011

ZENONIA 3- Recenzja

W wakacje postawiłem sobie jeden cel- przejść i zrecenzować trzecią już część genialnej gry RPG wydanej i wyprodukowanej przez koreańskie studio Gamevil. Jako iż wakacje studentów trwają do października, to jeszcze mam szansę zrealizować ten cel w 100%. Tytuł ten najpierw ukazał się na iPhony i iPady, a jedyne co było wiadome o wersji na androida, to fakt, iż Zenonia 3 na nie wyjdzie, ale nigdzie nie podawano informacji na tematy najważniejsze, mianowicie: kiedy i za ile? I nagle na oficjalnym kanale twitterowym gruchnął news: premiera 30 czerwca. Co więcej, ma być dostępna za darmo w markecie! Lecz dość już o oczekiwaniach i premierze. Czas przejść do właściwej recenzji Zenonii 3.
 
CO TO U DIABŁA JEST TA ZENONIA?
Zenonia 3, to podobnie jak poprzednie gry tej serii, rpg, których na Androidzie nie doświadczymy zbyt wielu. Pocieszające jest to, że tytułów w/w gatunku jest coraz więcej. Szkoda, iż coraz mniej pójdzie na słabszych smartfonach... Anyway, w Z3, jak w innych, podobnych produkcjach mamy do „wyhodowania” herosa.
Do wyboru są 4 klasy bohaterów: wojownik, zabójca, strzelec i mag. Pierwsza postać, to „powrót” do wojownika z pierwszej części trylogii, czyli trochę powolny gość, z wielkim mieczem i ogromną siłą. Trochę przypomina on Johna Rambo, ale zamiast karabinu ma miecz. Zabójca to połączenie warriora z 2 części i swojego odpowiednika z pierwszej części. Jest szybki, zwinny, oraz jest specjalistą w błyskawicznym wykańczaniu oponentów. Strzelec i magik to gieroje rozprawiający się z przeciwnikami za pomocą broni dystansowej. Jednak szczerze muszę przyznać, że świat Midgardu eksplorowałem głównie dwoma pierwszymi chwatami, gdyż w rozgrywkach tego typu preferuję walkę w zwarciu. Twórcy naprawdę się postarali, i dla każdy heros ma oprócz 4 cech ogólnych (siła, zręczność, kondycja i inteligencja) osobne drzewko umiejętności. Każda z postaci posiada też skilla „obszarowego” (znaczy, uderza we wszystkich wrogów widocznych na ekranie), zdolności zwiększające na moment jeden/kilka atrybutów, oraz specjalna umiejętność, rozwijana tylko w końcowym etapie gry.
Gamevil postarało się także jeżeli chodzi o ekwipunek dostępny dla postaci. Każdy, z czterech dostępnych herosów ma do dyspozycji przeszło 600 (jeżeli wierzyć opisowi gry w markecie) części rynsztunku. Ponadto, każdą rzecz można, z pomocą kowala rzecz jasna, przerobić na kamień, który po wkuciu do broni dodaje nam parę punktów do statystyk. Jeżeli przy ekwipunku już jesteśmy, to należy wspomnieć o dość istotnej wadzie Zenonii. Otóż wcześniej pisałem, że gra jest do pobrania za darmo w markecie, ale wprowadzono do niej płatną walutę: zeny. Można zakupić za nie parę ekstra itemków, ale także rzeczy podstawowe, jak zwoje identyfikacji, możliwość darmowego respawnu itp. Można także stać się właścicielem lepszej broni, zbroi i innych części odzienia kierowanego przez nas herosa. Jaka jest różnica między znalezionym/kupionym w mieście itemem, a takim za zeny? Kolosalna. Dla przykładu, mój wojownik obecnie macha mieczem, który dodaje 702 ataku i zmniejsza użycie many o 16%. A w grze najlepszy miecz do zakupienia ma „tylko” 558 ataku. Wniosek jest oczywisty, bez zenów poziom trudności wzrasta. Poza tym, na najwyższym poziomie trudności, gra „wymaga” na graczu używania itemów dostępnych tylko za zeny.
Ale czym byłaby gra rpg bez wrogich jednostek, na których możemy wypróbować wcześniej wspomniane skille i ekwipunek? Podczas całej rozgrywki przebijamy się przez tabuny zróżnicowanych antagonistów. Oni niestety nie grzeszą zbyt dużą inteligencją, i zamiast zaatakować grupą, to atakują bezmyślnie w pojedynkę, często nawet nie używając swoich specjalnych zdolności. Nowością w tej części są minibossowie. Często jedyne, czym różnią się od standardowych potworów, jest to, iż mają nad głowami pasek z pozostałym życiem, oraz to, że mają większą wytrzymałość, niż ich „normalni” koledzy. Wspomnieć należy też o bossach. Są to najsilniejsze monstra w danej lokacji i, w przeciwieństwie innych oponentów, dość chętnie korzystają ze swoich specjalnych umiejętności. Jeden z nich-czarodziej- całkiem nieoczekiwanie potrafi zmienić kierowaną przez nas postać w... żabę. A jeżeli znudzi się zwykła eksterminacja niemilców, to możemy skorzystać z execution roomów. To kolejna nowość w tej części. Zasady obowiązujące w ER są proste: zapłać, wejdź, zabij wszystko w pomieszczeniu, idź dalej. I tak do ostatniego poziomu. Walki można podjąć się samemu, lub w trybie kooperacji. Wadą tego trybu jest brak informacji, w którym pokoju jesteśmy, co moim zdaniem trochę odrzuca od ponownego wejścia do niego. Ale przynajmniej można w nim zdobyć sporo punktów doświadczenia, i otrzymać dobry przedmiot.

 TROCHĘ O FABULE I STRONIE TECHNICZNEJ
W Zenonii 3 wcielamy się w postać Chaela, sieroty adoptowanej przez znanego z pierwszej części gry Regreta. Owa sierotka próbuję wrócić do domu po przetransportowaniu jej do Midgardu. W całej wyprawie towarzyszy nam wróżka Runa, a w pierwszym mieście dołącza do nas Celina. Więcej zdradzać nie będę, ale przebieg wydarzeń to moim zdaniem jedna z zalet tego tytułu.
Jeżeli chodzi o grafikę, to twórcom należą się pokłony. Nie miałem pojęcia, jakim cudem udało im się zrobić tak ładną grę, która waży mniej niż 10 megabajtów, a wygląda lepiej niż niektóre gry wymagające pobrania dodatkowej zawartości na kartę SD. Ale szybko zorientowałem się, dlaczego Z3 waży tak mało. Wystarczyło włączyć dźwięk. W menu gra tandetna, ciągle taka sama muzyczka, efekty dźwiękowe są fatalne, a potwory nie wydają żadnych ryków, czy czegoś podobnego.
Warto wspomnieć o paru nowościach, które zawitały w Zenonii 3, a jest ich jeszcze kilka, oprócz tych już wymienionych. Po pierwsze, zmieniono interfejs. Zamiast sterować w nim wirtualnym padem, jesteśmy zmuszeni robić to poprzez dotykanie kwadracika z przedmiotem. Trochę to uciążliwe, bo okienka są małe i często można sprzedać/użyć nie ten przedmiot co trzeba, co jest z lekka irytujące. Kolejna nowość, to zlikwidowanie konieczności jedzenia przez postać, i wprowadzenie do normalnych sklepów mikstur odnawiających manę. Manewr ten Gamevil zastosował już wcześniej w Illusii, i moim zdaniem sprawdza się nieźle. Wprowadzono także tytuły, które zdobyć możemy za wykonanie niewymienionych nigdzie w grze zadań. Są one dość przydatne, gdyż niektóre z tytułów w znaczny sposób zwiększają statystyki kierowanego przez nas bohatera.

PODSUMOWANIE
Moim zdaniem Zenonia 3 to dobra gra. Posiada ona niestety dość poważne wady, które mogą zniechęcić do niej niektórych graczy, ale nadrabia to grywalnością. Na szczęście kolejne wersje wypuszczane przez Gamevil są pozbawiane błędów, ale szczerze mówiąc wolałbym poczekać parę tygodni, i mieć jedną, porządną wersje, zamiast co jakiś czas pobierać kolejny mały update.


OCENA: 7+/10
Grywalność: 8/10
Grafika: 9/10
Dźwięk: 2/10


PLUSY:
-Grywalność
-Grafika
-4 zróżnicowane postacie
-liczba itemów
-mimo wszystko execution room
-parę fajnych zmian
-do pobrania za darmo


MINUSY
-dźwięk
-mikropłatności
-różnice pomiędzy płatnym, a darmowym ekwipunkiem
-zmiany w interfejsie

Dzięki dla Kamila, za pomoc w wyłapaniu błędów w pierwszej wersji recenzji.