Może będę chronologiczny i zacznę od najdalszej daty, jaką pamiętam z meczem. Maj, 2005. AC Milan - FC Liverpool. W bramce Anglików Jerzy Dudek. Pierwsza minuta meczu i Włosi wychodzą na prowadzenie. Jerzy Dudek bezradny. Potem kolejna i jeszcze jedna bramka. Do przerwy 3:0. Dla wielu puchar należał już do Milanu. Druga połowa. 54 minu

Niesamowity mecz, niesamowity powrót do gry, niesamowity Dudek. Gdybym miał robić ranking najlepszych meczy, ten byłby na pierwszym miejscu bez dwóch zdań. Mimo wszystko najpiękniejsze mecze są takie, gdzie obie drużyny się boją o wygraną, gol za golem, każdy ma szansę wygrać, a w tymże meczu było 3:0 i 3:3. Morale Milanu spadło do zera.
Rok 2007. Także maj. A chodzi o finał Pucharu UEFA, w którym mierzyły się ekipy Sevilli i Espanyolu. Tutaj mniej będę opisywał, ponieważ tego meczu aż tak nie pamiętam, jednak były wspaniałe interwencje Palopa, walka do samego końca (czyli do karnych), piękny gol Jonatasa na 2:2... I te karne. Co ciekawe obstawiałem właśnie taki wynik, 2:2 i wygrana Sevilli po karnych. I co śmieszniejsze, gdy przy karnych do piłki podchodził Dani Alves, to razem z ojcem stawialiśmy, że on nie wykorzysta jedenastki. Nie wykorzystał.
Działo się i w 2008, tym razem na turnieju w Austrii i Szwajcarii. Sprawcy nazywali się Turcja, Rosja i Holandia. Głównie jednak Turcy dorobili się u mnie wielkiego szacunku po walki do ostatniego i golach w ostatnich minutach. Ze Szwajcarią gol w 92 minucie na 2:1. Z Czechami, gdzie mieli wszystkie statystyki takie same, w przypadku remisu miały być bodajże od razu karne. Do 75 minuty Czesi prowadzili 2:0. 75 - Arda Turan. 87 - po błędzie Cecha Nihat Kahveci. Gdy wszyscy myśleli, że dojdzie do niecodziennego zdarzenia, jakim są karne w fazie grupowej. 89 minuta, kontra Turków i KAPITALNA bramka Kahveciego. W ćwierćfinale nie mieli też łatwej drogi. Mecz z Chorwa

Grupa C była grupą śmierci. Francja, Włochy, Holandia, Rumunia. Stawiano na Francuzów i Włochów. Holandia była tym najmniejszym faworytem. I kto by się spodziewał, że w meczu z Włochami makaroniarze nie będą istnieć i przegrają 3:0. Francuzi też dostali baty 4:1. Oba te mecze były znakomite, jednak z Francją było kapitalnie. Odpadli z Rosją, po dogrywce 3:1. Jednak
Rosja też grała wspaniałe mecze, a konkretniej ze Szwecją, gdzie podopieczni Hiddinka tak klepali piłą, że ręce same się składały do oklasków. Rosjanie za to dostali (po raz kolejny) baty od Hiszpanów i nie zagrali w finale. To wszystko, jeśli chodzi o Euro.
Kolejne najlepsze mecze, które widziałem odbyły się na zeszłorocznych Mistrzostwach Świata. O ile mecze grupowe były strasznie nudne, a w 1/8 gadało się tylko o nieuznanej bramce dla Anglików, to w ćwierćfinałach już się działo. Głównie chodzi mi o Holandię, która grała z Brazylią. W 10 minucie Robinho wysu

No i wracam do teraźniejszości. Podczas tego roku nie zdarzyły się kapitalne mecze, które miałem przyjemność oglądać. Cóż, moja strata. Na szczęście wczoraj w finale Copa America mecz Urugwaju z Paragwajem zapisał mi się w pamięci na długi czas. Walka obu drużyn, piękne bramki, wygrana Urugwaju 3:0. Jednak to nie znaczy, że Paragwaj nie walczył. Co prawda była to walka, jak to Szpaq (czy ktoś tam inny) powiedział "żeby nie było, że odpuścili". Piękna by była bramka Valdeza z tej pierwszej piłki, zagranej zza pleców. Znakomitą kontrę wyprowadzili Urugwajczycy w 90 minucie. Po prostu palce lizać. A ja się zastanawiałem, czy ten mecz w ogóle oglądać. Jak dobrze, że to zrobiłem.
No i to by było na tyle. Ktokolwiek to czyta, teraz wie, jakie mecze lubię wspominać. Być może były jeszcze jakieś fajne, które widziałem, ale o nich nie pamiętam, chociaż teraz coś po głowie mi chodzi... Bynajmniej, to wszystko. Nie mam nic do dodania. Ale oby takich meczy, jak wczoraj, było więcej.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz